Zgodnie
założeniem blog ten ma prezentować ciemne aspekty kultury, (jak
na razie tylko muzyki) toteż niektórych może dziwić dotychczasowy
brak na jego łamach jednego z najbardziej reprezentatywnych gatunków
mrocznej sztuki – black metalu. Na swoje usprawiedliwienie mogę
tylko powiedzieć, że w ostatnim czasie miałem sporą przerwę od
słuchania tego typu rzeczy, a jeśli już to sięgałem raczej po
wszystkim dobrze znane klasyki niż coś nowego. Zmieniło się to w
momencie gdy ostatnio zainteresowałem się promowanym intensywnie w
podziemiu projektem o rosyjskojęzycznej nazwie Batushka. Wiadomo o
nich niewiele – nie są znani członkowie grupy, nie wiadomo z
jakiego są kraju, za to za dystrybucję ich płyty odpowiada polski
label Witching Hour Productions. Takich „tajemniczych” grup w
historii gatunku było sporo i pewnie nie zwróciłbym bym uwagi na
kolejną, gdyby nie opis, z którego wynikało, że to black/doom w
klimatach prawosławia. Zdziwionym śpieszę z wyjaśnieniem – nie
jest to żaden odpowiednik chrześcijańskiego metalu w wydaniu
wschodnim, a jedynie muzyczne nawiązanie do muzyki cerkiewnej, która
w połączeniu z klimatycznym black (czy może już post-black?)
metalem tworzy tajemniczą i na swój sposób oryginalną atmosferę.
Sama okładka „Litourgyi” koresponduje idealnie ze wschodnim
klimatem zawartym na płycie, który towarzyszy nam od pierwszego do
ostatniego numeru. Album zawiera osiem jednakowo zatytułowanych
kawałków, różniących się jedynie numerami. Otwierający płytę
„Yekteniya 1” zaczyna się łagodnie melancholijnymi i na swój
sposób patetycznymi zaśpiewami jakiegoś cerkiewnego chórzysty,
żeby stopniowo przejść w rozpędzony black, pełen blastów i dość
typowego dla tego gatunku wokalu. W drugim kawałku „Yekteniya 2”
sprawy mają się podobnie czyli szybko, brutalnie, ale i duszno ot
gęstej, przytłaczającej atmosfery. W kolejnych utworach zespół
nieco zwalnia, stawiając bardziej na doom, ale atmosfera pozostaje.
W tle pojawiają się recytacje w języku rosyjskim, zapewne kazania
jakiegoś popa, zaśpiewy kobiece a momentami udało mi się usłyszeć
nawet dźwięki wydawane przez kadzielnicę czy inne kościelne
gadżety, przypominające czasy kiedy człowiek jeszcze chodził na
mszę ;). I tak do samego końca, bo „Litourgiya” to płyta
bardzo spójna, gdzie nie ma miejsca na zbyt wiele urozmaiceń.
Jednocześnie jest to materiał na swój sposób oryginalny,
wyróżniający się w jakimś stopniu w trwającym od jakiegoś
czadu zalewie sceny projektami typu post-rock, post-black,
drone-doom, oraz całego tego zjawiska, określanego przez
niektórych mianem hipsterskiego black metalu. Nie jestem entuzjastą
takich klimatów toteż nie będę się rozpisywał o świetności i
ponadczasowości tej płyty. Powiem tylko, że od czasu do czasu
trafiają się tam perełki, które przypadną mi do gustu, a
Batushka wydaje się właśnie taką perełką, dlatego też z uwagą
będę śledził dalszy rozwój grupy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz