niedziela, 8 listopada 2015

Słoń - Brain Dead Familia


 Tym razem coś nietypowego, czyli płyta wykonawcy hiphopowego. Słoń to poznański raper, który w ciągu kilku ostatnich lat zyskał sobie ogromną popularność na rodzimej scenie. Wzbudza przy tym sporo kontrowersji, dzieląc słuchaczy na tych, którzy go uwielbiają oraz tych, którzy określają go mianem „rapera dla gimbazy” i zarzucają jego tekstom prostactwo i infantylizm. Ja zaliczam się do tej pierwszej grupy, z zastrzeżeniem, że oczywiście też dostrzegam tę prostotę, ale - do chuja pana! - przecież to muzyka ulicy a nie poezja śpiewana. A tak poza tym, teksty Słonia to i tak wyżyny intelektualne w porównaniu do wypocin (wymiocin?) takich gwiazd polskiego hip hopu jak Popek, Sobota czy inni dres-idole.
Nowa płyta w warstwie lirycznej nie zaskakuje: nadal jest to horrorcore, czyli teksty przesycone przemocą, okrucieństwem i estetyką gore, polany sporą dawką typowego dla tego rapera czarnego humoru. I m.in. za ten prostacki, ja sam określa autor, humor go uwielbiam. W tekstach jak zwykle pojawia się wiele nawiązań do filmu oraz literatury grozy, co dla mnie jako fana tych sztuk stanowi kolejny plus u tego wykonawcy. Na szczególną uwagę zasługują takie utwory jak otwierający płytę kawałek „Mitsukurina” z growlowanymi wokalami w wykonaniu gardłowego deathocorowego Drown My Day, energetyczny, koncertowy „Headbanger”, czy mroczny, posępny „Dwugłowy kruk”. Świetnie wypadł też numer o wdzięcznym tytule „Illuminati jak skurwesyn”, nawiązujący w humorystycznym tonie do popularnych w internecie teorii spiskowych, z których Słoń żartuje sobie w outro do tego utworu. Nie zabrakło też charakterystycznych dla rapera storytellingów w postaci kawałków „DD” oraz „Fashion Week”. W pierwszym z nich, czyli „Dzieci Dagona”, po raz kolejny nawiązuje do twórczości mistrza grozy H.P. Lovecrafta, umieszczając akcję opowiadania tym razem nad Morzem Bałtyckim. Tym, którzy wiedzą kim jest Dagon nie trzeba więcej wyjaśniać. Drugi utwór opowiada o imprezie rodzimych celebrytów, wyśmiewając jednocześnie cały ten medialny blichtr, wytworzony wokół nich. Jak można się domyślić, historia kończy się krwawo. Po raz pierwszy (o ile się nie mylę) na płycie Słonia pojawia się też zagraniczny gość w postaci amerykańskiego rapera Blaze Ya Dead Homie, nawijającego swoją zwrotkę w kawałku „Keep it Sick”. Tradycyjnie w tekstach dostało się hejterom i raperom-pseudointelektualistom („THX”, bonusowy „PSS”) i ludziom, którzy obwiniają muzykę o wszelkie zło („Negatywny rap”) [swoją drogą, każdemu fanowi metalu w naszym kraju problem ten jest dobrze znany- przyp.]; znalazły się też podziękowania dla fanów (znów „THX”).
Dużym zaskoczeniem jest za to strona muzyczna. Każdy z utworów został stworzony przez innego producenta, także muzycznie płyta jest bardzo różnorodna, a co za tym idzie ciekawa. Słychać tu zarówno mroczne, horrorcorowe podkłady jak i modne ostatnimi czasy trapowe wstawki. Dodatkowo album zawiera drugą płytę z remixami utworów, które zostały tutaj zaaranżowane w wersjach rockowo-metalowych. Np. taki „Negatywny rap” to po prostu death metal z core-owymi zwolnieniami i rapowanym wokalem. I o dziwo, brzmi to naprawdę świetnie! Dotychczas podobne rzeczy słyszałem tylko u Necro, a z polskich wykonawców jak dotąd chyba nikt nie nagrał czegoś takiego. Równie dobrze wypada w tej wersji nieco bardziej hardcorowy, wspomniany wcześniej „Illuminati jak skurwesyn”. Także ostatni numer czyli „THX” brzmi w wersji gitarowej o wiele lepiej niż oryginał.

Podsumowując: Słoń po raz kolejny nagrał naprawdę dobrą płytę, pokazując, że ma jeszcze wiele oryginalnych pomysłów i pomimo wypracowanego charakterystycznego stylu, nie zamierza zamykać się w ciasnych formach, jak zdarza się to wielu raperom. W moim osobistym odczuciu płyta jest jednak nieco gorsza od „Demonologii II”, ale z pewnością trzyma wysoki poziom. Czekam z nadzieją, że na polskiej scenie horrorcore pojawią się kolejni raperzy na podobnym poziomie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz