wtorek, 3 listopada 2015

Zaraza - No Paradise To Lose


Tym razem prezentuję moje najnowsze odkrycie, na które natrafiłem przypadkiem przeglądając kolejne youtubowe propozycje, czyli pochodzący z Montrealu projekt Zaraza. Jak dowiedziałem się z internetów, grupa ta, złożona z dwóch członków: polskiego emigranta i Kanadyjczyka o polskich korzeniach funkcjonowała w latach 1993-2006, a na swoim koncie ma dwa albumy i EPkę. Sami muzycy określają wykonywany styl jako industrial doom metal, aczkolwiek po przesłuchaniu powyższego albumu (nie wiem jak jest z ich pozostałymi wydawnictwami) stwierdzam, iż metalu jest tu niewiele. To raczej mroczny, rytmiczny industrial z elementami metalu, które przejawiają się głównie w growlowanych momentami wokalach czy przesterowanymi gitarami gdzieś w tle. Muzyka tworzona przez grupę jest dość oryginalna i trudno ją porównać z jakimkolwiek innym wykonawcą. Najwięcej podobieństwa można znaleźć tutaj do Laibacha, zwłaszcza jeśli chodzi o ciężki fabryczny beat i charakterystyczne przestrzenne brzmienia. Nie są to skojarzenia przypadkowe, ponieważ członkowie projektu sami nie ukrywają swojej inspiracji słoweńską legendą gatunku, co przejawia się choćby coverem utworu „Nova Akropola”. Nie jest to jednak bezmyślna zrzynka, bo twórczość Zarazy zdecydowanie różni się od muzyki Laibacha. Płyta zaczyna się mocnym „Possessed by Scepticism” według mnie jednym z najlepszych utworów, z wplecionymi elementami transowymi. Dalej mamy wspomnianą wcześniej laibachową „Novą Akropolę” w ciekawej, jakby spokojniejszej i bardziej podniosłej aranżacji. Po niej następuje „Mark of the Infidel” oparty na pracy ostrych, chociaż mocno przepuszczonych przez syntetyczne sito metalowych gitar. Podobnie jest w kolejnym utworze „Infliction”, gdzie dla odmiany pojawia się podwójna stopa, będąca odskocznią od industrialnych beatów. Następne dwa utwory to niewyróżniający się szczególnie „Planetary Re-Install” oraz dwa polskojęzyczne numery „Znikąd Donikąd” oraz „Przeklinając śmierć”. Drugi z nich to absolutnie najlepszy kawałek na tej płycie. Połamany rytm i złowieszcze partie klawiszy nadają niesamowitą dynamikę mrocznej atmosferze całego albumu, a utwór stanowi apogeum klimatu tutaj zawartego. Ostatnim kawałkiem jest spokojny „Heart Ov The Goat”,złożony z prostego beatu i melorecytacji, będący swego rodzaju domknięciem całości.
Cała płyta, mimo iż wydana w 2003 roku opiera się na syntezatorowym brzmieniu, kojarzącym się z przełomem lat 80/90, tworzącym atmosferę niepokoju i wyobcowania. Przestrzenne konstrukcje muzyczne i pogłos przywodzą na myśl wielkie, opuszczone hale fabryczne czy zapomniane tunele, biegnące gdzieś pod powierzchnią metropolii. Nie jest to płyta łatwa w odbiorze i zdecydowanie nie dla każdego. Tych, którzy jednak odważą się wkroczyć w te tajemnicze, zapomniane przez mainstream rejony muzycznego świata zachęcam do pobrania płyty stąd: https://archive.org/details/ZarazanoParadiseToLose gdzie została umieszczona przez samych muzyków.

1 komentarz:

  1. Jakoś ubzdurało mi się, że Zaraza jest z Krakowa (nie mam pojęcia dlaczego) i zweryfikowałam Twój wpis na metal archives. Oczywiście masz rację, ale bardzo spodobał mi się opis zespołu tamże więc dla rozrywki wklejam link http://www.metal-archives.com/bands/Zaraza/1048 :)
    Kędziorka

    OdpowiedzUsuń