Tym
razem prezentuję moje najnowsze odkrycie, na które natrafiłem
przypadkiem przeglądając kolejne youtubowe propozycje, czyli
pochodzący z Montrealu projekt Zaraza. Jak dowiedziałem się z
internetów, grupa ta, złożona z dwóch członków: polskiego
emigranta i Kanadyjczyka o polskich korzeniach funkcjonowała w
latach 1993-2006, a na swoim koncie ma dwa albumy i EPkę. Sami
muzycy określają wykonywany styl jako industrial doom metal,
aczkolwiek po przesłuchaniu powyższego albumu (nie wiem jak jest z
ich pozostałymi wydawnictwami) stwierdzam, iż metalu jest tu
niewiele. To raczej mroczny, rytmiczny industrial z elementami
metalu, które przejawiają się głównie w growlowanych momentami
wokalach czy przesterowanymi gitarami gdzieś w tle. Muzyka tworzona
przez grupę jest dość oryginalna i trudno ją porównać z
jakimkolwiek innym wykonawcą. Najwięcej podobieństwa można
znaleźć tutaj do Laibacha, zwłaszcza jeśli chodzi o ciężki
fabryczny beat i charakterystyczne przestrzenne brzmienia. Nie są to
skojarzenia przypadkowe, ponieważ członkowie projektu sami nie
ukrywają swojej inspiracji słoweńską legendą gatunku, co
przejawia się choćby coverem utworu „Nova Akropola”. Nie jest
to jednak bezmyślna zrzynka, bo twórczość Zarazy zdecydowanie
różni się od muzyki Laibacha. Płyta zaczyna się mocnym
„Possessed by Scepticism” według mnie jednym z najlepszych
utworów, z wplecionymi elementami transowymi. Dalej mamy wspomnianą
wcześniej laibachową „Novą Akropolę” w ciekawej, jakby
spokojniejszej i bardziej podniosłej aranżacji. Po niej następuje
„Mark of the Infidel” oparty na pracy ostrych, chociaż mocno
przepuszczonych przez syntetyczne sito metalowych gitar. Podobnie
jest w kolejnym utworze „Infliction”, gdzie dla odmiany pojawia
się podwójna stopa, będąca odskocznią od industrialnych beatów.
Następne dwa utwory to niewyróżniający się szczególnie
„Planetary Re-Install” oraz dwa polskojęzyczne numery „Znikąd
Donikąd” oraz „Przeklinając śmierć”. Drugi z nich to
absolutnie najlepszy kawałek na tej płycie. Połamany rytm i
złowieszcze partie klawiszy nadają niesamowitą dynamikę mrocznej
atmosferze całego albumu, a utwór stanowi apogeum klimatu tutaj
zawartego. Ostatnim kawałkiem jest spokojny „Heart Ov The
Goat”,złożony z prostego beatu i melorecytacji, będący swego
rodzaju domknięciem całości.
Cała
płyta, mimo iż wydana w 2003 roku opiera się na syntezatorowym
brzmieniu, kojarzącym się z przełomem lat 80/90, tworzącym
atmosferę niepokoju i wyobcowania. Przestrzenne konstrukcje muzyczne
i pogłos przywodzą na myśl wielkie, opuszczone hale fabryczne czy
zapomniane tunele, biegnące gdzieś pod powierzchnią metropolii.
Nie jest to płyta łatwa w odbiorze i zdecydowanie nie dla każdego.
Tych, którzy jednak odważą się wkroczyć w te tajemnicze,
zapomniane przez mainstream rejony muzycznego świata zachęcam do
pobrania płyty stąd:
https://archive.org/details/ZarazanoParadiseToLose gdzie została umieszczona przez samych muzyków.
Jakoś ubzdurało mi się, że Zaraza jest z Krakowa (nie mam pojęcia dlaczego) i zweryfikowałam Twój wpis na metal archives. Oczywiście masz rację, ale bardzo spodobał mi się opis zespołu tamże więc dla rozrywki wklejam link http://www.metal-archives.com/bands/Zaraza/1048 :)
OdpowiedzUsuńKędziorka